Jarosław Jagieła

Wystąpienie na Konferencji Naukowej: „Gry i symulacje jako przedmiot i metoda badań

w naukach społecznych”, Collegium Civitas,

Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 29 – 30. 11. 2008 r.


Psychologiczne gry transakcyjne jako pułapki w procesie psychoterapii.


Najogólniej można powiedzieć, że psychoterapia jest specyficzną metodą leczenia zaburzeń psychicznych w wyniku interakcji zachodzącej między dwiema (lub więcej) jednostkami, w której jedna osoba (pacjent, klient) szuka pomocy, a druga (psychoterapeuta, terapeuta) zapewnia warunki niezbędne do usunięcia lub znaczącego zmniejszenia dolegliwości oraz poprawienia ogólnego funkcjonowania psychicznego. Z obszaru psychoterapii zwyczajowo wyklucza się wszelkiego rodzaju oddziaływania o charakterze czysto medycznym i biologicznym np. leki, zabiegi fizjoterapeutyczne, psychochirurgię, a także dietę, czy preparaty witaminowe. W psychoterapii nie mieszczą się również w gruncie rzeczy cele edukacyjne. Porządek pedagogiki i kształcenia, szkoleń i opieki nie jest zatem porządkiem tej formy pomocy psychologicznej. O Skali potrzeb oddziaływań psychoterapeutycznych niech świadczy choćby fakt, że tylko w grupie dzieci i młodzieży rozpowszechnienie różnego rodzaju zaburzeń psychicznych wynosi szacunkowo aż 20 %1. Jeśli zważyć, że ten przedział wiekowy w sposób oczywisty charakteryzuje się stosunkowo wysokim ogólnym wskaźnikiem zdrowia, to uświadamia, a jednocześnie skłania do głębszej refleksji nad rozmiarami oczekiwań wobec tego typu metod leczenia. Nowożytne i formalne początki zaistnienia psychoterapii jako obszaru badań oraz konkretnej pracy klinicznej sięgają początków ubiegłego wieku. Choć są i tacy, którzy byliby skłonni doszukiwać się jej zaistnienia już w starożytności. Zarówno bowiem Arystoteles podkreślał, już w roku 350 p.n.e., że ludzie cierpiący z powodu gwałtownych emocji mogą zostać wyleczeni przy pomocy pieśni katarktycznych2, jak i dialogi sokratejskie łudząco przypominają obecne oddziaływania kognitywne czy logoterapeutczne3. Pozostając jednak przy obecnym rozumieniu celów i metod psychoterapii musimy zauważyć, że niemal od pierwszych chwil powstania tej metody leczenia zaburzeń psychicznych problem przeniesienia, a później też przeciwprzeniesienia, którymi zajmiemy się w dalszej części tekstu, został zauważony jako immanentne zjawisko i nieodłączna część procesu psychoterapeutycznego. Wyodrębniając pięć faz rozwoju psychoanalizy4 można zauważyć, że przeniesienie, a w następnej kolejności również przeciwprzeniesienie, bardzo wcześnie stało się jednym z centralnych zagadnień tego kierunku terapii. Zygmunt Freud opisał przeniesienie w roku 1909, natomiast w roku 1912 dokładniej określił istotę, rozwój, objawy oraz pracę analityczną nad tym zagadnieniem. Po dzień dzisiejszy problem przeniesienia i przeciwprzeniesienia nie traci na ważności na gruncie psychoanalizy, co różni tę szkołę od innych nurtów współczesnej psychoterapii, które przyznają różną rolę powyższym zjawiskom lub wręcz negują ich znaczenie. Nie będziemy ich tu ze względu na szczupłość miejsca omawiać. Niemniej jednak przeniesienie i przeciwprzeniesienie pozostaje ważną kategorią pojęciową porządkującą myślenie o procesie psychoterapeutycznym. Przeniesienie jest zatem nieuświadomionym procesem przesunięcia szeregu składowych psychiki np. emocji, postaw, pragnień, fantazji, myśli itd. z osoby odgrywającej w przeszłości ważną rolę w życiu jednostki na relacje z aktualną osobą (np. z matki na żonę, z ojca na szefa itd.). W trakcie psychoterapii, gdzie to zjawisko pojawia się szczególnie wyraziści, może pojawić się nawet tzw. nerwica przeniesieniowa, gdy szereg objawów chorobowych koncentrują się na osobie terapeuty. Odwrotnością przeniesienia jest współpraca terapeutyczna (nazywane też: przymierzem terapeutycznym, związkiem czy sojuszem terapeutycznym), gdy pojawiają się dojrzałe, pozbawione silnych elementów przeniesieniowych, relacje między pacjentem a psychoterapeutą służące osiągnięciu celów terapii. Po wstępnym scharakteryzowaniu psychoterapii oraz dwóch powyższych elementów tego procesu przejdźmy do pojęcia gry.

Gra w życiu człowieka.

Pojęcie gry występuje w tak wielu znaczeniach i kontekstach, iż próba wymienienia choćby tylko najczęściej pojawiających się sensów tego zjawiska przekraczają skromne ramy niniejszego tekstu. Zauważy tylko, że gra jest czymś uniwersalnym i towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Powiedzmy też w sposób najbardziej ogólny, że istotą gry – jeśli nie mamy do czynienia z bezrefleksyjnym utożsamieniem jej z zabawą – jest konflikt, rywalizacja czy konfrontacja. Stanowi jednak „utarczkę” ujęta w ramy mniej lub bardziej cywilizowanych reguł.

I choć pojęcia gry z zabawą wiele łączy, wiążąc oba te pojęcia z oderwaniem od świata rzeczywistego, czerpaniem przyjemności z bycia „gdzie indziej” lub z „kimś innym”, to jednak zabawą w swej istocie jest swoistym w s p ó ł d z i a ł a n i e m niejako „na niby”, z kolei gra jest specyficzną w a l k ą „na niby”. To rozróżnienie niech nam towarzyszy, gdy będziemy rozpatrywać transakcyjne gry psychologiczne w kontekście psychoterapii.

Gra dla starożytnych stanowiła powszechny porządek kierujący wszechświatem i ludzkim losem. W „Fircyku w Zalotach” Franciszka Zabłockiego odnaleźć możemy stwierdzenie iż : „Gra świat cały, więc żadnej w grze zdrożności nie ma”5. Przekonamy się dalej, że różnie z tym bywa. Bez wątpienia grą jest relacja kupna – sprzedaży, a tym także sama reklama towarów, marketing oraz wszelkiego rodzaju promocje i upusty, które dla wielu bywają podstępną pułapką w tej konsumpcyjnej grze. Stajemy się wówczas bezwolnymi i posłusznymi przedmiotami czyjejś przemyślanej manipulacji. We współczesnej cywilizacji wolny rynek i konkurencja wystawiają nas niejednokrotnie na działanie gier, których istoty i charakteru nie znamy. W społeczeństwie konsumpcyjnym wzrasta wszak ilość konfliktów, których rozwiązywane powierzamy wolnej grze sił rynkowych. Kupno akcji na giełdzie jest wszak najprawdziwszą z gier ze wszelkimi jej atrybutami. Mówimy przecież nie inaczej, jak o grze giełdowej. Również sala sądowa jest sceną rozgrywki między oskarżycielem a obrońcą, gdzie sędzia pełni rolę arbitra w tej konfrontacji.

Wojnę jest najstraszniejszą z gier. Niektórzy wyrażają jakże trafny, choć prześmiewczy, pogląd, że satysfakcja z wojny, jako gry, jest wprost proporcjonalna do posiadanego stopnia wojskowego jej uczestników. Jej imitacją, i w jakimś sensie też sublimacją w sensie psychoanalitycznym, są zawody sportowe, turnieje i olimpiady. Polityka będącą nieodłączną powinowatą wojny - wszak mawia się że wojna jest niczym innym jak tylko uprawianiem polityki przy pomocy nieco innych metod - łączy ze zjawiskiem gry nad podziw wiele. Nikogo nie trzeba zatem przekonywać, że scena polityczna jest terenem najprawdziwszej gry o władzę. Jej tradycyjne zróżnicowanie na lewicę, prawicę i centrum, ukazuje główną oś tej rozgrywki. Ale także ujawnia głównych jej bohaterów, bowiem starcie między prawicą a lewicą jest też starciem osób o przeciwstawnych cechach charakterologicznych, temperamentalnych, czy osobowościowych. Wspaniałe studium na ten temat napisał swego czasu Sławomir Mrożek6, ukazując różnice psychologiczne między reprezentantami tych opcji. Gra polityczna między nimi jest więc w jakimś sensie konfrontacją psychologiczną przeciwstawnych punktów widzenia, cech psychiki, jakże często wykluczających się wzajemnie. W grze tej każde z ugrupowań politycznych pragnie dojść do władzy i za wszelką cenę ją utrzymać. W państwach demokratycznych nasilenie konfrontacyjnych elementów polityki jest obecne szczególnie w momentach gry przedwyborczej, ale również wydarzenia bieżące dostarczają wielu przykładów to potwierdzających. Ścieranie się odmiennych programów politycznych, ideologii i systemów wartości ma czasem charakter jawnie konfrontacyjny, innym razem przybiera postać ukrytych i nie zawsze uczciwych działań. Różnego rodzaju afery polityczne wymownie o tym świadczą. Istnienie w każdym z obozów politycznych „jastrzębi” i „gołębi” wyznacza głównych protagonistów tej gry. Jednocześnie ta jawna rozgrywka przybiera często postać bardziej wysublimowanych utarczek słownych i psychologicznych pułapek. Wystarczy w tym celu prześledzić z uwagą niektóre mniej lub bardziej oficjalne wystąpienia polityków, czy ich wypowiedzi w programach radiowych i telewizyjnych. Jerzy Urban, rzecznik prasowy rządu z okresu stanu wojenne, tak posumował ten okres swojego życia: „To była wspaniała przygoda. Zająłem się walką polityczną, grą. Żyłem w obrębie spraw ważnych, mających swoja dramaturgię. Polityka nie interesowała mnie jako władza, tylko jako gra właśnie7 Właśnie, jako gra, a nie mądra i roztropna troska o dobro wspólne – można by dodać.

W kontekście polityki nie sposób nie wspomnieć o działalności służb specjalnych. Gra wywiadowcza lub operacyjna oznacza tu wprowadzenie w błąd przeciwnika, jego dezinformację i sprowokowanie drugiej strony do działań dla niej w sumie niekorzystnych. Szef wywiadu z czasów PRL-u gen. Władysław Pożoga opisuje w jednej z rozmów grę operacyjną tak: „Umiejętną dezinformacją pogłębialiśmy wzajemną podejrzliwość, tarcia, osłabiając w ten sposób wroga. Muszę panu powiedzieć, że akurat te działania moja służba prowadzi cały czas. Jest to prosta kontynuacja roboty moich poprzedników. Z naszymi rodakami można to bardzo łatwo robić. Wystarczy rzucić sygnał, a zagryzą się sami.8 I kwituje to jednoznacznym stwierdzeniem: „Gry są metodą starą jak świat. Nie ma jednak dwóch identycznych gier, choć ogólna zasada jest ta sama, podobna do pokera - ja oszukuję, ty oszukujesz, wygrywa lepszy.”9 Szpiegostwo jest z cała pewnością jednym najlepszych przykładów destrukcyjności pewnego rodzaju gier prowadzonych między ludźmi. Gry przebierają postać bardzo łagodnych i towarzyskich konfrontacji, jak na przykład miłe spotkanie dwojga zaprzyjaźnionych ze sobą małżeństw przy partii brydża. Jak również nabierają form dramatycznych, niosących w sobie tragedie i klęski. Przykładowo w średniowieczu wiele gier miało charakter niezwykle dramatyczny lub rytualny, jak choćby gra o nazwie „palota” wywodząca się z kultur prekolumbijskich Mezoameryki i Ameryki Południowej. Polegała na podbijaniu udami i ramionami masywnej piłki wykonanej z gumy drzewa chicle rosnącego na Jukatanie. Była to gra uświęcona przez królów, kapłanów i zwycięskich wojowników, a jej stawką była niebagatelna wygrana – natychmiastowa utrata życia lub otrzymanie królestwa. Później już za sprawą hiszpańskich konkwistadorów , zmieniając swój charakter 10, rozpowszechniła się w Hiszpanii, głównie wśród Basków. Inna bliższa nam już gra nosząca nazwę „experimentum crucis11 stanowiła jedną z form Sądu Bożego. Przeciwnicy w sporze stawali z ramionami rozłożonymi w kształcie krzyża, kto pierwszy opuścił ręce, ten przegrywał12 ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu. Z całą pewnością za najbardziej tragicznych gier uznamy tzw. „rosyjską ruletkę”, kiedy to dwóch (najczęściej niezbyt trzeźwych) desperatów siadało naprzeciw siebie i na zmianę, nastawiwszy głowę, pociągało za spust naładowanego tylko jednym nabojem rewolweru. Różne postacie gier przejawiają się w spontanicznych zabawach dziecięcych ucząc wielu nowych umiejętności, w tym także rywalizacji, pokonywania przeszkód, stawiania czoła trudnościom, a czasem również godzenia się z przegraną. Gry zagościły w szkolnej dydaktyce, jako godna zalecenia metoda nauczania. Gra aktorska ujawnia się w teatralnej inscenizacji i projekcji filmowej. Przejawia się również pod pojęciem „gry słów”, jako zabawa językowa w wielu wierszach i kalamburach. Najprawdziwszą grą są wreszcie zasady doboru naturalnego i zaloty w świecie zwierząt oraz (jakże niefortunnie nazwane !) „grą wstępną” pieszczoty poprzedzające stosunek seksualny zakochanej w sobie pary. Codzienne uczestnictwo w grze wyraża się poprzez najzwyczajniejsze wysłanie kuponu totalizatora sportowego czy uczestnictwo w jakiejkolwiek innej formie hazardu, rywalizację z sąsiadem o wygląd przydomowego trawnika, czy w partii szachów dwóch emerytów na parkowej ławeczce. Istota gry pozostaje zawsze niezmienna. Mimo przemijających epok, upadku wielu państw, a nawet cywilizacji, sama istota gry jawi się jako element stały i nie podlegający przeobrażeniom.

I choć rodzaje uprawianych gier bywają różnorodne, a niektórzy twierdzą nawet, iż ich zróżnicowane odmiany świadczą o charakterze oraz upodobaniach danego narodu czy społeczeństwa, to cechy i czynniki tej „zręcznie stosowanej wyuczonej strategii”, jak czasem nazywa się grę, są zaskakująco trwałe. Friedrich von Schiller pisał, że gdy się porówna „wyścigi w Londynie, walki byków w Madrycie, spektakle dawnego Paryża, regaty w Wenecji, walki zwierząt w Wiedniu i radosne życie na Corso w Rzymie, określenie odcieni gustów różnych ludów nie powinno być trudne.” 13 Zapewne tak jest w istocie. Może pojawiać się w tym miejscu oczywiste pytanie: jaką opinię o nas współczesnych wystawią nam potomni analizując gry jakie obecnie prowadzimy. Mówiąc o codziennych grach możemy także mówić o grach, które prowadzą całe narody. Jeżeli przyjąć, że cechą gry psychologicznej jest pozorna nierozwiązywalność danej sytuacji, przy jej uporczywej i ciągłej powtarzalności oraz nieuchronność ostatecznego rezultatu, to warto zadać sobie pytanie, w jaką grę prowadzą Polacy ? Okazać się może, że seria naszych nieudanych w historii zrywów narodowych, czy ogrom poświecenia, solidarności i heroizmu w momentach ekstremalnych, przy jednoczesnym braku poczucia wspólnotowości i zdolności do konstruktywnych działań organizatorskich w czasach spokoju nie jest postacią swoistej gry, jaką prowadzimy z innymi sąsiadującymi narodami, a zapewne również z sobą samymi.

Nauka i jej rozwój może również być rozumiany jako swoiście rozumiana gra. Uczony podejmuje rozgrywkę z prawdą. Stawką jest w tej grze jest - rozumienie. Formułowane są hipotezy, które na drodze weryfikacji i falsyfikacji poddawane są empirycznemu sprawdzeniu. Jeśli dane twierdzenie zostaje zgodnie z regułami metodologicznej poprawności zweryfikowane wygrana badacza nie budzi wątpliwości. Jego teoria i zawarte w niej prawa czy twierdzenia stają się w tym momencie obowiązującymi. Należy jednak podkreślić, że tylko na pewien – niejednokrotnie na niezbyt długi! – czas obowiązującego paradygmatu. Nowe fakty, badania i doświadczenia zaczynają podważać obowiązujący kanon. Rozgrywka zaczyna się od początku. „Gra z nauką z założenia nie ma końca – pisze K. Popper. Ten, kto zdecyduje pewnego dnia, że twierdzenia naukowe nie wymagają dalszych badań i że można je uznać za w pełni zweryfikowane, wypada z gry.14 Nigdy bowiem teoria nie równa się prawdzie. Teoria jest niczym innym, jak tylko pewną ideą stworzoną przez człowieka. W pewnej chwili przez swoje deskrypcje, modele i egzemplifikacje daje nam złudne poczucie rozumienia, które jednak nie stanowi nigdy wygranej w postaci ostatecznego i rozstrzygającego zrozumienia. Naukowiec jest więc graczem, który jak dotąd zawsze przegrywa z otaczającą nas rzeczywistością. Jest to jednak tak fascynująca rywalizacja, a ciekawość i motywacje poznawcze tak ogromne, że gra ta jest nieustannie podejmowana. Nieprzypadkowo więc tak różne dziedziny ludzkiej wiedzy i praktycznej działalności człowieka uczyniły z gry przedmiot swoich wnikliwych zainteresowań: filozofia (człowiek jako „gracz” w postnowoczesnej rzeczywistości – Z. Bauman, J. Tischner), matematyka (teoria gier), prawo (proces jako spektakl, reguły gier losowych), wojskowość (gry wojenne, teatr działań wojennych), wywiad (gra wywiadowcza), ekonomika (gra giełdowa, gry decyzyjne, symulacyjne i biznesowe), pedagogika (gry dydaktyczne, rola zabaw dziecięcych), biologia (gry ewolucyjne). Ale także: rozrywka (gry komputerowe, RPG, teleturnieje), sztuka (tematyka gry w tematyce dzieł artystycznych), sport (olimpiady, rozgrywki sportowe i gry turniejowe). Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Natomiast psychologia, obok osobnej problematyki psychopatologicznej wyrażającej się uzależnieniami od niektórych rodzajów gier np. komputerowych czy hazardowych, w sposób szczególny zainteresowała się zagadnieniem gier interpersonalnych. Gier psychologicznych jakie ludzie prowadzą między sobą, aby uzyskać przewagę nad innymi.

Transakcyjne gry psychologiczne.

Pojęcie gier psychologicznych, nazywanych też czasem zamiennie interpersonalnymi lub transakcyjnymi, znalazło swój najciekawszy wyraz w jednym ze współczesnych kierunków psychologii społecznej i psychoterapii jakim jest analizy transakcyjnej (AT). Koncepcja ta została zapoczątkowana i rozwinięta w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku przez amerykańskiego psychiatrę i psychoanalityka Erica Berne (1910-1970) oraz grono jego bliskich współpracowników z Kalifornii. Jedno z podstawowych założeń tej koncepcji zakłada, że wszystko, co przeżyliśmy świadomie w naszym doświadczeniu, zostaje dokładnie zarejestrowane i zgromadzone w naszym mózgu i może zostać w swoisty sposób odtworzone w dowolnej chwili poprzez konkretne zachowanie. Jak pisze Thomas Harris : ” ... wszystko, co przeżyliśmy świadomie jest dokładnie zapisane i zmagazynowane w mózgu i może być w każdej chwili odegrane15. Nieprzypadkowo więc tak często w analizie transakcyjnej posługujemy się pojęciem „zapisu”, jako utrwalonej formy reagowania. I co najważniejsze, nie tylko pamiętamy nasze doświadczenia i emocje, ale również w danej chwili czujemy w taki sam sposób jak kiedyś to odczuwaliśmy.

Zapisy są więc nie tylko przedmiotem samych wspomnień, ale w szczególnych sytuacjach mogą być również ponownie przeżywane. Analiza transakcyjnej stanowiąc spójny system ludzkiego zachowania – jak stwierdza sam E. Berne – jest „zawiłym labiryntem wzajemnie połączonych i spójnych pojęć, po którym można się poruszać w dowolnym kierunku, zawsze napotykając na coś interesującego i użytecznego.”16 Należy w tym miejscu podkreślić, że AT nie jest metodą zarezerwowaną wyłącznie dla psychoterapii. Do minimum ogranicza stosowanie naukowej terminologii, wprowadzając pojęcia zaczerpnięte z mowy potocznej, po to aby udostępnić szerokiemu ogółowi kryjące się za nimi desygnaty. Prezentuje w ten sposób racjonalne narzędzie służące zrozumieniu ludzkiego zachowania. Oznacza to, że każdy jest zdolny podejmować słuszne decyzje dotyczące własnego myślenia, uczuć i zachowań. Koncepcja ta szybko zyskała zagorzałych zwolenników oraz wytrwałych kontynuatorów w wielu krajach świata, którzy powołali z czasem Międzynarodowe Towarzystwo Analizy Transakcyjnej z siedzibą w San Francisco (ITAA – International Transactional Analysis Association) mające swoje bardzo liczne regionalne odpowiedniki np. towarzystwo europejskie (EATA), włoskie (AIAT), niemieckie (DGTA), rosyjskie (RATA), czy polskie (PTAT). Ukazuje się szereg periodyków poświęconych tylko tej teorii, jak np. założony jeszcze przez Berna „Transactional Analysis Bulletin”, „Transactional Analysis Journal”, niemieckojęzyczny „Zeitschrift für Transaktions Anayse in Theorie und Praxis”. W internecie odnaleźć można natomiast bez trudu „Transactional Analysis Journal Internet” (TAJnet). Przełomowe znaczenie dla AT miało wydanie książki poświęconych właśnie grom psychologicznym17. Wielu od tego momentu datuje właśnie powstanie AT.

Łatwo zauważyć, że analiza transakcyjna opiera się na założeniach zaczerpniętych z innych szkół i teorii psychologicznych. Szczególnie widoczna jest inspiracja psychoanalizą, ale również psychologią uczenia się oraz psychologią humanistyczną. Znajduje zastosowanie głównie w psychoterapii, jako tzw. terapia krótkoterminowa, ale w takim samym stopniu również jako niezwykle skuteczna forma kształcenia osób nie posiadających szerokiej i dogłębnej wiedzy psychologicznej lecz pragnących nabyć praktyczne doświadczenie w tej dziedzinie. Jest to kierunek nastawiony na zmianę i osobisty rozwój jednostki, stąd okazuje się niezwykle przydatna dla wszystkich tych, którzy mają trudności w porozumiewaniu się z innymi, pragną zrozumieć konflikty i nauczyć się przeciwdziałać im, zrozumieć problem wygrywania i przegrywania życia, czy uświadomić sobie ukryty program życia urzeczywistniany przez każdego z nas, a będący skutkiem wpływów rodzicielskich. Tak więc jest to kierunek przydatny zarówno do pracy psychoterapeutycznej, jak i wart wykorzystania w szerokiej tematyce szkoleń specjalistów opierających swoją pracę na kontaktach z ludźmi. Poczynając od kształcenia biznesowego, doskonalenia systemu penitencjarno-resocjalizacyjny czy edukacyjnego. Jak określił to jeden z twórczych kontynuatorów analizy transakcyjnej Thomas A. Harris: „Jest to metoda polegająca raczej na nauczaniu i uczeniu się niż na wyznaczaniu czy dokonywaniu eksploracji archeologicznej dna duszy ludzkiej” oraz że: „Człowiek nie musi być chory, aby mieć z niej pożytek18

Tradycyjnie analizę transakcyjną dzielimy na cztery rodzaje analiz:


Analiza transakcyjna dostarcza modelu osobowości poszczególnych stanów Ja: Ja-Rodzic (R), Ja-Dorosły (D) oraz Ja-Dziecko (Dz). Są to silnie utrwalone fundamentalne dyspozycje psychiczne, warunkujące w jaki konkretny sposób zachowujemy się w danej sytuacji. Pokażmy to na modelu charakterystycznego dla AT „bałwanka” przypominającego też nieco uliczny sygnalizator świetlny. W rzeczywistości model ten ma swoją tradycję i określany jest jako diagram Venna.





Nasz wewnętrzny Rodzic to nic innego, jak zbiór doświadczeń powstałych w wyniku kontaktów z rodzicami lub osobami zastępującymi nam rodziców (nauczycieli, trenerów, opiekunów itp.). Odnajdujemy tu różnego rodzaju normy i wartości, nakazy i zakazy, polecenia i gotowe programy postępowania, powinności i czynności opiekuńcze. Wszystko co silnie, a często zupełnie nieświadomie utrwaliło się w naszej psychice w postaci zakazów, nakazów i programów działań, ale też wyrazów troski i opieki. Nasz psychiczny Rodzic formuje się w nas bardzo wcześnie i jak twierdzą transakcjonaliści zasadniczo zostaje ukształtowany przed piątym lub najwyżej szóstym rokiem życia.

Strukturą w jakimś sensie przeciwstawną, ale też komplementarną oraz ukształtowaną w podobnym okresie życia, jest nasze wewnętrzne Dziecko. Są to z kolei wszystkie przyniesione na świat popędy i nabyte w toku uczenia się reakcje emocjonalne. To całe bogactwo uczuć, jakie przeżywamy. Od ciekawości i lęku, tęsknoty i pożądania, wstydu i poczucia winy, po smutek i nadzieję. Dzięki strukturze Dziecka potrafimy się cieszyć i martwić, dziwić i marzyć, być szczęśliwymi lub nie. Między powyższymi stanami naszego Ja trwa jakże często napięcie, a nawet pewien rodzaj konfliktu. Jest to sprzeczność między tym „czego chcę” a tym, co „mi wolno”. Między światem naszych pragnień i dążeń, a normami i nakazami życia społecznego. Odwieczny antagonizm między naturą człowieka a jego kulturą, między tradycją a postępem itd.

Pomiędzy tymi rozbieżnymi stanami osobowości znajduje się struktura określana, jako Dorosły. Wyraża wszystkie nabyte umiejętności i zdolności służące rozumieniu otaczającego nas świata oraz nas samych. Jest to obszar naszego wewnętrznego Ja pozwalający bezpiecznie poruszać się w trudnej czasem rzeczywistości i dokonywać racjonalnych życiowych wyborów. Dorosły najzwyczajniej w świecie „wie” jaki jest świat i ludzie w tym świecie, wie także jacy jesteśmy też my sami. Z naszymi możliwościami i ograniczeniami. Sprawuje on także funkcje kontrolne i decyzyjne w odniesieniu do dwóch pozostałych części osobowości. Ma baczenie na nasze Dziecko i naszego Rodzica. Przynajmniej w założeniu powinien mieć władzę nad nimi. Dobrze aktywizujemy naszego Dorosłego, gdy zastanowimy się przez chwilę: „Jeżeli coś muszę, to czy jednocześnie tego chcę , a jeśli już chcę, to czy naprawdę muszę ?”. Jest wielce optymistyczne, że nasz Dorosły kształtuje się przez całe życie, a jego początki sięgają momentu, gdy dziecko zaczyna eksplorować świat tj. samodzielnie raczkować i poruszać się w otaczającej przestrzeni. A więc chwili, kiedy coś tak naprawdę zaczyna zależeć tylko od niego samego. Zdobywa w ten sposób swoje pierwsze własne doświadczenia.

Jak już zostało to powiedziane każdy z tych stanów osobowości wyraża się konkretnym zachowaniem. I jest to fakt znaczący, odróżniający tę klasyfikację od psychoanalitycznych, czysto teoretycznych kategorii strukturalnych: superego – ego – id. Znaczy to, że możemy je usłyszeć i zobaczyć, a nie tylko o nich dywagować. Gdy ktoś mówi na przykład: „wiesz co, weź się w garść i przestań się mazać”, „zawsze coś ci nie wychodzi” lub „nigdy nie pozwolę na podobne zachowanie w mojej pracy”, to pewne, że mówi jego wewnętrzny Rodzic. Takie słowa jak:zawsze...”, „nigdy...”, „powinno się...”, „należy”, są jednymi z wielu najbardziej ulubionych, a wręcz zarezerwowanych słów, jakie wypowiada stan Rodzica. Ale Rodzic mówi także: „postaraj się...”, „na pewno sobie poradzisz...”, „jak zechcesz, to wiele potrafisz”, to tzw. Rodzic Opiekuńczy, nazywany też czasem Wychowującym mniej karzący, mniej surowy, za to bardziej troskliwy i czuły. Rodzica Karzącego (Krytycznego) możemy dostrzec w czyjejś surowej minie, zmarszczonym czole, uniesionym wskazującym palcu lub postawie ciała wyrażającej władzę, przewagę i dominację, a Rodzica Opiekuńczego w gestach znamionujących troskę i opiekę np. w głaskaniu kogoś po głowie lub w pełnym ciepła i zrozumienia spojrzeniu.

Stan Dziecka możemy najpełniej zauważyć w ludzkich uczuciach, przeżywanych różnorodnych emocjach, pragnieniach, marzeniach i fantazjach. Dziecko czasem się buntuje i mówi:nie będę...i koniec”, czasem się zachwyca: „to jest doprawdy wspaniałe !”, innym razem się dziwi: „a skąd to się tu wzięło ?” lub martwi: „i co będzie dalej...? Nadąsana mina i złość, podziw i zmartwienie na twarzy oraz szereg jeszcze innych przejawów ekspresji emocjonalnej świadczą o aktywności psychicznego Dziecka. Zapłakana twarz jest obliczem Dziecka, tak zresztą, jak i ściągnięte złością czoło lub śmiech.

Stan Dorosłego przejawia się poprzez zdecydowanie, pewność i asertywność w zachowaniu, gdy mówi: „postanowiłem...” „muszę to sobie jeszcze przemyśleć...”, czy: „jutro dam ci odpowiedź i wtedy podejmiemy decyzje, co robić dalej”. Dorosły ma spokojny wzrok i wyprostowaną sylwetkę. Jest łagodny, ale i zdecydowany. Potrafi skupić swoja uwagę na interesujących go rzeczach i sprawach. Jego ruchy zdradzają stanowczość oraz zrównoważenie, pewność i emocjonalną rozwagę.

W tym niezwykle krótkim wykładzie analizy transakcyjnej nie pozostaje nam nic innego jak dodać, że jednostką komunikacji w AT jest transakcja, która składa się z bodźca (s) i reakcji (r) transakcyjnej, które to mogą mieć charakter werbalny lub pozawerbalny, mimiczny lub pantomimiczny, a ludzie porozumiewają się między sobą za pomocą swoich wewnętrznych stanów Ja.

Najkrócej można powiedzieć gra transakcyjna to kilka lub kilkanaście komunikatów między ludźmi (w jakiejś części ukrytych !), zakończonych uzyskaniem korzyści emocjonalnych przez jednego z partnerów. Gra – co jest jej cechą najistotniejszą - zawiera również ukrytą pułapkę, w którą zostaje niejako „złapany” partner komunikacji. Każda gra psychologiczna, podobnie zresztą jak każda inna gra, posiada również jakiś swój początek, kulminacje i zakończenie. Posiada swoją procedurę i szereg atrybutów o jakich nie będziemy tutaj mówić. Można jedynie mówić o grze, jako pewnym mniej lub dłużej trwającym procesie. Istnieją tu również reguły jakimi się kierują gracze i cel do jakiego zmierza. Gry są rodzajem nie zawsze świadomego mechanizmu obronnego ludzi, którzy spragnieni są wsparcia i uznania ich wartości, lecz przestali wierzyć w to, że mogą wszystko to, by tak rzec, otrzymać w sposób normalny tj. przy pomocy szczerych i otwartych komunikatów opartych na zaufaniu, otwartości i szczerości. Należy jeszcze dodać, że choć gry psychologiczne mają tak wiele wspólnego z każdą innym rodzajem gier, jakie uprawiają ludzie (szachy, sport, polityka, kokieteria itp.), to jednak nie jest to zdarzenie radosne a dla obu stron.


Gry transakcyjne w psychoterapii

Psychoterapia jest terenem niezliczonych, niejednokrotnie bardzo skomplikowanych gier transakcyjnych. Należy tu podkreślić, że dotyczy to w równym stopniu pacjentów, jak i samych terapeutów. Generalnie ilość gier transakcyjnych uruchamianych przez pacjentów jest największa na początku psychoterapii, ale także w jej trakcie i maleje dopiero wówczas, gdy wytworzy się tzw. współpraca terapeutyczna. Można powiedzieć, że na początku są to pewnego rodzaju „manewry” służące przetrwaniu w nowych zmienionych okolicznościach i w nowej dla pacjenta relacji, później decydujące znaczenie mają procesy przeniesieniowe i przeciwprzenisieniowe, choć i one mogą uruchamiać się od pierwszych chwil kontaktu miedzy pacjentem a terapeutą..

Przeniesienie (ang. transference), powtórzmy to raz jeszcze, jest to „Proces nieświadomy, oznaczający, że uczucia, postawy, oczekiwania, pragnienia itd., które wcześniej kierowały się w stronę ważnych w dzieciństwie osób, przenoszone są na inne obiekty. Jakkolwiek samo zjawisko jest powszechne, terminu tego używa się zwykle w związku z leczeniem psychoanalitycznym, kiedy to pacjent odnosi się do analityka tak, jak gdyby ten ostatni był przedtem obiektem jego w życiu. W psychoanalizie klasycznej przeniesienie i jego interpretacja, a następnie jego rozwiązanie są osią leczenia.”19. W klasyczny sposób uznaje się, że przeniesienie jest obszarem gdzie rozgrywane są wszystkie podstawowe problemy pacjenta, a jego ustanowienie się, sposoby przejawiania się tego zjawiska oraz jego interpretacja i rozwiązanie stanowią podstawowy kanon leczenia. Dodajmy jeszcze, że przeniesienie jako swoiste mylenie przeszłości z teraźniejszością, będąc swoistą „nierzeczywistością relacyjną” ma zarówno charakter pozytywny (w kierunku terapeuty kierowane są uczucia o znaku dodatnim np. podziw, miłość itd.), jak i negatywnym (złość, rozczarowanie itd.). Przy pomocy diagramu transakcyjnego zjawisko to można przedstawić w poniższy sposób.

Diagram

PACJENT                                         TERAPEUTA


Pacjent formułuje swoje komunikaty z pozycji swojego transakcyjnego stanu Ja-Dziecko, natomiast otrzymuje odpowiedzi z pozycji Ja-Dorosły terapeuty, jeśli ten drugi zachowuje prawidłowy kanon leczenia psychoterapeutycznego. Psychologiczne wewnętrzne Dziecko demonstruje, że jest bezradne, źle przystosowane, czy ciężko chore lub zaburzone, oczekując wsparcia i opieki. Z kolei terapeuta pozostając w swej profesjonalnej roli stara się budować zasady wzajemnej współpracy adresując swoje komunikaty do Dorosłej części osobowości danego pacjenta. Budzi to zrozumiały opór i niezadowolenie osoby oczekującej pomocy psychologicznej zgodnie ze swoim przeniesieniowym wyobrażeniem. W oczywisty też sposób: „Jeśli nieświadoma postawa przeniesieniowa analityka jest podobna do postawy rodzica, to mniejsza jest szansa, że pacjent będzie odczuwał potrzebę skorygowania własnych wzorców emocjonalnych”20 Jest to zatem w swej istocie sytuacją konfliktową, co jak podkreślono na wstępie jest immanentną częścią źródłem gier transakcyjnych. Trzeba zauważyć, że jeśli terapeuta podchodzi do swoich pacjentów w sposób głęboko empatyczny, to przeciwprzeniesienie jest w jakimś sensie nieuniknione, a może też niezbędne. Jeśli bowiem chce poczuć i rozpoznać „w co gra” pacjent, to musi z nim w to zagrać, ale nie może zrobić tego bezrefleksyjnie i nie mieć nad tym kontroli. Terapeuta może również sam takie gry uruchamiać, wówczas nosi ono nazwę przeciwprzeniesienia (ang. counter-transference). Przeciwprzeniesienie jest sumą nieświadomych odniesień psychoterapeuty w stosunku do pacjenta, zwłaszcza do jego przeniesienia. Może mieć przyczyny zarówno w nierozwiązanych problemach z dzieciństwa terapeuty, jak i niezaspokojeniu aktualnych jego potrzeb (np. rodzicielskich, seksualnych itd.). No cóż, można powiedzieć usprawiedliwiająco, żaden specjalista nie jest rodzajem automatu do robienia psychoterapii. On również żyje w realnym świecie, przeżywa swoje niespełnienia, niesie z sobą większy lub mniejszy bagaż życiowych urazów, deficytów, wewnętrznych konfliktów i własnych trudnych doświadczeń, które przenosi na pacjenta w postaci przeciwprzeniesień. Jednak jego profesjonalna rola zmusza go do świadomości i kontroli tego zjawiska w procesie superwizji. Diagram transakcyjny nabiera wówczas taką postać.

Diagram

PACJENT                                         TERAPEUTA


Tak więc terapeuta, w takim samym stopniu jak i pacjent, może być nieświadomym inicjatorem gier transakcyjnym, które przynoszą mu np. nieuprawnione korzyści psychologiczne. Tak dzieje się dla przykładu w odniesieniu do tzw. gier ratowniczych. „Gra ratownicza ma miejsce wtedy, gdy jedna osoba przyjmuje postawę protekcjonalną, neguje lub ogranicza u drugiej osoby (Ofiary) zdolność pomagania sobie, akceptuje prośbę o pomoc mimo braku zaangażowania drugiej osoby lub narzuca pomoc, mimo że wcale o nią nie proszono.”21 Terapeuta zaczyna w wyniku prowadzonej gry realizować własne ukryte cele emocjonalne. Trudno bowiem zaprzeczyć, że wejście w rolę osoby udzielającej pomocy dostarcza zazwyczaj mniej lub bardziej uzasadnionego przekonania o własnej wyższości lub zaspokaja potrzebę dominacji. Pozwala też uniknąć przykrego stanu zależności, podporządkowania, czy bezsilności. W sumie specjalista, odmawiając prawa pacjentowi do decydowania o sobie, realizuje inne zadania, niż w swej istocie zakłada to psychoterapia. W znaczący sposób deformuje to relacje terapeutyczną i przyczynia się do ostatecznej porażki tego typu pomocy psychologicznej. Najkrócej można powiedzieć, że w grze ratowniczej, psychologiczne korzyści odnosi terapeuta, a nie pacjent, który często pozostaje w poczuciu niższości, niemocy i pozornej nierozwiązywalności swojego problemu. O ile pojęcie przeniesienia skwitować można najprościej stwierdzeniem, że jest to nic innego jak przypisywanie terapeucie przez klienta cech innych osób, to przeciwprzeniesienie jest z kolei przypisywaniem klientowi własnych problemów przez terapeutę. Listę typowych gier podejmowanych przez terapeutów podaje Jeffrey A. Kottler22, jakie udało mu się zidentyfikować w czasie prowadzonych przez siebie obserwacji, wywiadów i superwizji:

  1. Ciężko pracowałem, żeby zajść tu, gdzie jestem, powinieneś więc okazać mi podziw

i szacunek za to, co wiem i kim jestem.

  1. Jestem wszechmocny i wszechwiedzący. mam magiczną moc, która pozwala mi czytać w twoich myślach i przewidywać przyszłość.

  2. Jestem całkowicie odporny na wszelkie twoje próby zbliżenia się do mnie. Pozostaje absolutnie obiektywny i bezstronny. Troszczę się o ciebie, ale ty jesteś tylko moim klientem, nie zaś częścią mojego życia.

  3. Jestem dokładnie taki, jakim ty powinieneś się pragnąć się stać. Spójrz tylko na mnie – jaki jestem spokojny, pewny siebie i zrównoważony. Ty również możesz być taki, jeśli tylko zechcesz posłuchać moich rad i podążyć za moimi wskazówkami.

  4. Jestem bardzo dobry w swoim fachu. Pomogłem już wielu ludziom. Jeśli terapia nie idzie tak, jak powinna, to TWOJA wina.

Gry transakcyjne, również te wywoływane przeniesieniem i przeciwprzeniesieniem, rozgrywane są na planie tzw. Trójkąta Dramatycznego Stephena Karpmana23, gdzie naprzemiennie wchodzimy w psychologiczne role Ratownika (tłumaczonego niekiedy jako Wybawca), Ofiary lub Prześladowcy. Rolom tym towarzyszą określone emocje i pozycje transakcyjne informujące o stosunku do siebie i partnera interakcji.


trójkąt

Jörg Fengler pisze o tym tak: „Wielu klientów inscenizuje tak zwany dramat trójkąta ofiary – wybawcy – prześladowcy, to znaczy klient przyjmuje rolę ofiary i nakłania terapeutę, aby go wyratował z pozycji pozytywno-krytycznego ego rodzicielskiego, albo prześladował go z pozycji negatywno-krytycznego ego rodzicielskiego. Są to pozycje symbiotyczne. Jeśli terapeuta z nich skorzysta, to w tym samym momencie przegrywa, jako że klienta prześladować mu nie wolno, a uratować go nie można. Nie wydaje się jednak, żeby łatwo można się było przeciwstawić takiemu działaniu wyzyskującemu ze strony osoby, której się pomaga24

Typowe zależności między przeniesieniem pacjenta i przeciwprzeniesieniem terapeuty wymienia m. in. K. Antons25. Wymieńmy skrótowo tylko niektóre po to, aby dopasować do nich różne rodzaje gier transakcyjnych stąd wynikających. Rzecz jasna nie jest to lista zamknięta, bo jak zauważa sam Eric Berne skarbnica gier interpersonalnych jest nie do wyczerpania26.



Przykłady przeniesień

i przeciwprzeniesień



Rodzaj podjętej gry transakcyjnej

z punktu widzenia terapeuty


Pacjent zaprzecza swoim objawom lub je ukrywa – psychoterapeuta pozwala się oszukiwać.

Umówmy się, że tego nie widzę”

Pacjent paranoidalnie oskarża otoczenie o to ,że jest prześladowany - terapeuta nadmiernie identyfikuje się z pacjentem.

Problemy są na zewnątrz ciebie”

Pacjent demonstruje swoją bezradność – terapeuta przejmuje za niego odpowiedzialność.

Ja ci to załatwię”

Pacjent przedstawia się jako osobę ciężko chorą lub poważnie zaburzoną – terapeuta traktuje go jako istotę ubezwłasnowolnioną.

Ja cię wyleczę”

Pacjent narcystyczny przedstawia swoje wielkościowe Ja – terapeuta umniejsza swoją osobę.


Choć cię leczę - nic nie znaczę”

Pacjent prezentuje się jako osobą uprzejma, przystosowana i grzeczna – terapeuta wynagradza ją za to.


Bądź podporządkowany, a to ci się opłaci”


Choć powyższe gry są prowadzone przez obydwie strony, to nadaliśmy im nazwy z punktu widzenia terapeuty. Uznając, że to on ponosi zawsze większą odpowiedzialność za sytuację i proces psychoterapii, a także za powstające w wyniku tego gry psychologiczne, którym winien przeciwdziałać. W miarę prawidłowo postępującej psychoterapii oraz rozwijającej się współpracy terapeutycznej ilość gier z reguły maleje. Jest to zjawisko prawidłowe i mające swoje racjonalne uzasadnienie, którym nie będziemy się tu zajmować. Należy jednak pamiętać, że pacjenci są różni i w zrozumiały zatem sposób prezentują odmienne strategie i rodzaje gier transakcyjnych. Jedni od samego początku rozpoczynają niezliczone postacie gier z terapeutą; gdy kończą jedne, zaczynają uruchamiać inne. Nawet w relacjach z ich życia można bez trudu zauważyć, że ten rodzaj psychologicznej strukturalizacji czasu wypełniał, i do tej pory wypełnia, im większość szarego dnia. Tacy pacjenci, choć nie stanowią najliczniejszej grupy, zawsze się zdarzają. Inni pacjenci, wprost przeciwnie, podejmują tak małą ilość gier, że czasem może to nawet dziwić. Ułatwia i skraca to proces psychoterapii. Zawsze jednak przy pewnej dozie wnikliwości ze strony psychoterapeuty, takie gry można dostrzec. Ci również nie stanowią grupy najliczniejszej. Najliczniejsza jest grupa pacjentów, którzy gry prowadzą, ale nie jest to problem, który dominowałby nad innymi rodzajami kłopotów i trudności. Trzeba tu także wspomnieć, że rodzaj rozpoznania klinicznego (postawiona diagnoza) wyraźnie różnicuje rodzaje podejmowanych gier. Generalnie pacjenci o zaburzeniach typu nerwicowego podejmują gry, które umownie można nazwać "żeby tylko zmniejszyć wewnętrzny niepokój”. Jest to grupa osób, która z łatwością mogłaby zasłużyć na miano „mistrzów gier psychologicznych”. Z kolei pacjenci o zaburzeniach głębszych niż nerwicowe, podejmują bardzo wyraźnie gry o innym jakościowo charakterze, mogące być nazwane umownie: „nie pokażę wam mojego prawdziwego Ja”. Te gry są znacznie głębsze w sensie psychologicznym i są prowadzone przez pacjentów niejako totalnie, z całym światem i z sobą samymi. Posłużę się tu pewnym przykładem. W czasie odbywanie przeze mnie stażu klinicznego na młodzieżowym oddziale psychiatrycznym jednego z dużych szpitali, część młodocianych pacjentów wykazywała wyraźnie zaburzenia o charakterze psychotycznym ze wszystkimi tak charakterystycznymi objawami takich stanów. W pewnych ustalonych dniach pojawili się na oddziale studenci. Zachowanie pacjentów bardzo wyraźnie się zmieniło. Oddział niejako „normalniał”. Personel zadawał sobie oczywiste w takich momentach pytanie: kiedy miała miejsce gra - teraz, czy wcześniej ? I oczywiście, z kim takie gry są prowadzone ? Młodocianych pacjentów ze sobą, czy z ich otoczeniem ?


Przeciwdziałanie terapeutycznym grom transakcyjnym jako wnioski.


Należy przyjąć, że całkowite wyeliminowanie gier interpersonalnych, jako swoistych pułapek psychologicznych uniemożliwiających osiągnięcie zakładanych celów w procesie psychoterapii nie jest wcale możliwe. Psychoterapia to zbyt żywa i dynamiczna interakcja między ludźmi, aby można ją było poddać pełnej kontroli. „Psychoterapia jest prawdziwie improwizującą, teatralną formą sztuki. Wszelkie teorie muszą pozostać na dalszym planie wobec procesu wzajemnego, interpersonalnego oddziaływania z chwili na chwilę.27 – pisze Stephen M. Johnson. Niemniej jednak nie budzi wątpliwości fakt, iż gry transakcyjne obniżają znacząco jakość oddziaływania psychoterapeutycznego. Należy zatem je ograniczać i w miarę możliwości eliminować. Wymieńmy kilka dróg oraz sposobów, które mogą do tego prowadzić.

Wiedza nie jest równoważna rozumieniu. Stad terapeuci, doceniając wartość posiadanych wiadomości np. na temat szkół i kierunków terapii, metod i technik postępowania, typowych zjawisk towarzyszących procesowi leczenia, czy podłoża psychopatologicznego zachowań klienta, przywiązują większą wagę do samego rozumienia tego wszystkiego, co mam miejsce między nim a klientem. Psychoterapeuta zatem musi być osobą niezwykle kompetentną, nie tylko w zakresie rozpoznawania gier psychologicznych pacjentów, co wydaje się nader oczywiste, ale przede wszystkim w dziedzinie rozumienia mechanizmów, jakie rządzą tego rodzaju relacjami ludzkimi. Odpowiedni zakres wiedzy dotyczących analizy transakcyjnej, wraz z całym aparatem pojęciowym dotyczącym omawianych tu zagadnień, jak np. umiejętność rozpoznawania tezy i antytezy gry, jej ukrytych celów, dynamiki i kolejnych posunięć, ujawniających się w czasie jej trwania ról, czy oczekiwanych korzyści wydają się kluczowymi. Dopiero na bazie wspomnianej wiedzy terapeuta jest w stanie posiąść rozumienie gier transakcyjnych, zidentyfikować i zatrzymać destrukcyjny przebieg interakcji w procesie pomocy psychologicznej i nadać mu właściwy – ze względu na zakładane cele tok. Taki zakres kompetencji można jednak nabyć tylko w wyniku nagromadzonego doświadczenia krytycznego w stosunku do swojej pracy.

Istnieje pewien aspekt gier, jaki wiąże się z posiadanym przez terapeutę doświadczeniem, a który ujawnia się w procesie leczenia, i o jakim warto tu też wspomnieć. Jest on bardziej ogólny i z całą pewnością nie ma tak destrukcyjnego charakteru jak w przypadku gier transakcyjnych. Otóż, z pewnym dystansem i nieco metaforycznie na całą psychoterapię można spojrzeć paradoksalnie, jako na rodzaj swoistej sportowej gry miedzy terapeutą a pacjentem. Aby rzecz stała się bardziej jasna posłużę się cytatem z jednego z autorów, który pisze tak: „ Terapeuta musi być jak tenisista , który – choć porwany i zaangażowany w grę – nigdy nie zapomina, że gra. Taki terapeuta zdaje sobie sprawę z tego, że życie pacjenta jest ostatecznie w rękach pacjenta. Wykonuje swą pracę, bierze udział w grze, lecz sprawę rezultatu pozostawia otwartą. Wystarczająco dobrze zna grę, by wiedzieć, kiedy zagrał dobrze, i jest wystarczająco swobodny, by odbierać informację zwrotną, pozytywną czy negatywną. Większość z nas może się jedynie zbliżyć do tego ideału, ale warto do niego dążyć.”28 Jest to ważna i głęboka prawda o psychoterapii, jako takiej. Z latami pracy i nabywania doświadczenia zawodowego zauważa się również, że nie wszystkie „piłki” podawane nam przez pacjenta są warte odebrania – nie podbiega się do nich po prostu, tak jak wytrawny tenisista (w odróżnieniu od adepta) nie traci niepotrzebnej sił oraz energii w takich sytuacjach; są bowiem takie, których odebrać zwyczajnie nie sposób, albo też po prostu nie warto.

Poszczególne szkoły i kierunki psychoterapeutyczne przypisują różne znaczenie roli dobrego kontaktu miedzy osobą udzielającą pomocy psychologicznej i tą, która tej pomocy wymaga. Najpełniejszy wyraz znajduje ten problem w nurcie terapii humanistycznych i egzystencjalnych, gdzie właściwą relację buduje się poprzez autentyczność psychoterapeuty (koherencję), empatię i bezwzględną akceptację dla klienta. Kontakt ten ma być prawdziwy i uczciwy, oparty na zaufaniu oraz odpowiedzialności, wspomagający, a także w rozsądnych granicach troskliwy. Wielu autorów i szereg bardzo wnikliwych badań potwierdza jednak, że bez względu na reprezentowaną przez terapeutę szkołę czy kierunek teoretyczny, uzyskiwane efekty są podobne29. Decydującym czynnikiem okazuje się tu właśnie optymalny kontakt terapeutyczny i obecność wyrażająca się „byciem w” (empatycznym wkroczeniem w świat pacjenta), „byciem dla” (oddaniem się pomocy pacjentowi) oraz „byciem z” (zachowaniem swojej odrębności)30.

Dobry kontakt terapeutyczny z pacjentem to też nic innego jak aktywne słuchanie tego co mówi i odczytywanie tego wszystkiego co oznaczają jego gesty, podążanie za tokiem jego rozumowania, empatyczne reagowanie, ale także rozpoznawanie pojawiającego się przeniesienia. Nie sposób tego uzyskać również bez dobrego kontaktu terapeuty z własnymi myślami, uczuciami i reakcjami w procesie pomocy, w tym także otwarcie się na możliwość istnienia przeciwprzeniesienia. Z reguły psychoterapeuta dobrze radzi sobie z grami pacjentów, gdy jest osobą wewnętrznie spójną oraz prawdziwą. Umie w sposób spontaniczny, spójny i konsekwentny dzielić się sobą z innymi. Nie odgrywa żadnych ról i nie przyjmuje postawy obronnej budując jednocześnie optymalną relację z pacjentem.

Kontrakt terapeutyczny to nic innego jak ustalenie między psychoterapeutą a pacjentem reguł jakie będą obowiązywać w procesie leczenia. Jest to swoista umowa na leczenie. Kontrakt wprowadza wzajemne zobowiązania i , jak zauważa Bogdan de Barbaro31, zawiera pewien rodzaj projektu dotyczącego przyszłości, stosowanych metod i przebiegu terapii, mieści w sobie zdefiniowanie problemu i uwrażliwienie na brak realizmu we wzajemnych oczekiwaniach co do celu psychoterapii. Kontrakt ma służyć zbudowaniu takiej relacji z pacjentem, aby nie pojawiały się niedomówienia czy ukryte cele, które uruchamiałyby gry interpersonalne. Wydaje się, że z punktu widzenia AT najlepsze wyniki w budowaniu kontaktu terapeutycznego i przeciwdziałania destrukcyjnym wzorcom interakcji, które tu scharakteryzowaliśmy jako gry psychologiczne, przynosi przyjęcie, oraz dopracowanie się przez pacjenta, pozycji transakcyjnej określanej jako „Ja jestem w porządku – i Ty jesteś w porządku” (+,+). Wszystkie pozostałe pozycje: (-, +), (+, -), (-, -), nie gwarantują sukcesów w tej dziedzinie. Sprzyja temu ciągłe konfrontowanie swojej pracy z innymi w postaci superwizji.

Superwizja, jako swoisty „punkt widzenia osoby trzeciej”, jak się ją czasem określa, jest metodą broniącą psychoterapeutę przed grami, również ta superwizja, która wykorzystuje analizę transakcyjną. „Superwizja za pomocą analizy transakcyjnej – stwierdza Jörg Fengler – sprawdza, czy w relacjach miedzy superwizantem a grupą docelową utrzymują się wymagające korekty postawy głębokiej dezaprobaty i czy pracę utrudniają niejasne komunikaty, pułapki i gry32 Prezentacja i omawianie prowadzonych przez siebie przypadków w gronie kolegów, współpracowników, czy innych terapeutów, wraz z czuwaniem nad przebiegiem tego rodzaju zajęć przez doświadczonego superwizora pozwala dostrzec nieświadome procedury i manewry dokonywane przez pacjentów i samego terapeutę. Pozwala na wypracowanie przez terapeutę tego, co określa się jako „superwizor wewnętrzny”, a co jest odejściem od internalizacji wskazań superwizora jako stanu Ja-Rodzic, stając się stopniowo ucieleśnieniem jego własnych niezależnych myśli, spontaniczności, czy autonomii sądów, prowadząc do stworzenia indywidualnej wewnętrznej mapy procesu psychoterapeutycznego33.

Powyższe czynniki wydają się stanowić kanon najważniejszych czynników mających decydujące znaczenie w minimalizowaniu faktu ujawniania się gier interpersonalnych w procesie psychoterapii. Gier będących rodzajem pułapek interakcyjnych, których jak wspomniano już wcześniej, nie da się wyeliminować w całości, ale zawsze można ograniczyć je w takim stopniu, aby nie wpływały znacząco na przebieg i uzyskiwane efekty psychoterapii.



1 A. E. Kazdin, J.R., Weisz (red.), 2006, Psychoterapia dzieci i młodzieży, Metody oparte na dowodach,

Kraków, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 10.

2 Polityka VIII 7.1342a 4-16

3 V.E. Frankl, 1998, Homo patiens, IW PAX, Warszawa.

4 L.Grzesiuk (red.), 2005, Psychoterapia. Teoria, T. I, , Warszawa , Wydawnictwo ENETEIA, s. 34-35

5 F. Zabłocki , Fircyk w zalotach. akt II, scena 1.

6 S. Mrożek , 1997, „Charaktery”. Rzeczpospolita, nr 220 .

7 Rzeczpospolita, 2003, nr 69 (6449) , s. A 11.

8 H. Piecuch, 1996, Akcje specjalne. Warszawa Agencja Wydawnicza CB, s. 196

9 Ibidem, s. 189.

10 obecnie można traktować ją jako pewien rodzaj tenisa, rozgrywanego pojedynczo, podwójnie lub zespołowo (z liczbą

10 zawodników w drużynie); gra odbywa się na boisku, którego 3 boki ograniczone są ścianami; używa się specjalnych rakiet z wikliny do odbijania piłki od muru. Boisko ma długość 50-60 m., a szerokość 15-16 m.

11 nazwę tę wprowadził Francis Bacon (1561-1626)

12 M. Eigen , R. Winkler , 1983, Gra. Warszawa, PIW.

13 cytuję za: R. Caillois , 1997, Gry i ludzie. Oficyn Wydawnicza VOLUMEN,. s. 140

14 K. Popper, 1968, Logic of scientific discovery.. New York,. Harper Row, s. 53.

15 T. A. Harris,1987, W zgodzie z tobą i z sobą. Praktyczny przewodnik po analizie transakcyjnej.

Warszawa, Instytut Wydawniczy PAX, s. 18

16 E. Berne, 1998, Dzień dobry ...i co dalej ? Psychologia ludzkiego przeznaczenia. Poznań, REBIS.

17 E. Berne, 1987., W co grają ludzie ? Psychologia stosunków międzyludzkich. Warszawa, PWN.

18 T.A Harris., s. 11

19 S. Fhanér, 1996, Słownik psychoanalizy, Gdańsk, Gdańskie Wydawnictwo Psychoanalityczne, s. 194

20 L. Grzesiuk (red.), 2005, s. 454

21 A. Suchańska, 1993, Trójkąt dramatyczny i gry ratownicze. [w:] (red.) J.Santorski, ABC psychologicznej pomocy.

Warszawa, s. 83.

22 J.A. Kottler, 2003, Opór w psychoterapii. Jak pracować z trudnym klientem ? Gdańsk, Gdańskie Wydawnictwo

Psychologiczne, s. 72-75.

23 S. Karpman, 1968, „Drama Triangle Script Drama Analysis”. Transactional Analysis Bulletin, vol. 7.


24 J. Fengler, 2000, Pomaganie męczy. Wypalenie w pracy zawodowej. Gdańsk, Gdańskie Wydawnictwo

Psychologiczne, . s. 66.

25 K. Antons, 1987, Helf oder Lieben ? Trennung und Scheidung in psychosozialen Berufen. Reinbek,

Rewohlt Verlag,

1987.

26 E. Berne, 1987, s. 63.

27 S. Johnson, 1993, Osobowość symbiotyczna i jej leczenie. Warszawa, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza,

s. 9

28 S. Johnson., 1993, Humanizowanie narcystycznego stylu. Warszawa, Jacek Santorski &CO Agencja Wydawnicza,

s. 102.

29 M.C. Gilbert., K. Evans, 2004, Superwizja w psychoterapii, Gdańsk, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne,

s. 110-112.

30 J. A. Kottler, 2003, Skuteczny terapeuta, Gdańsk Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, s. 59.

31 B. de Barbaro, 2002, Kontrakt w terapii rodzin. Referat wygłoszony na IV Konferencji Sekcji Psychoterapii

Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Przegorzały.

32 J. Fengler, 2000, s. 173.

33 M.C. Gilbert., K. Evans, 2004, Superwizja w psychoterapii. Gdańsk, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, s. 36